Prof. nadzw. dr hab. Ewa Kucharska spec. reumatolog

"Lekarz z powołaniem" - Przewodnik Katolicki, wywiad

16/02 2012

Z dr med. Ewą Kucharską, reumatologiem, zwyciężczynią w plebiscycie na najlepszego lekarza Małopolski roku 2011 i dyrektorem centrum Medycznego VADIMED w Krakowie rozmawia ks. Robert Nęcek

1. Co znaczy być lekarzem w 2012 roku?

- Lekarz roku 2012 to lekarz leczący ciało i duszę. Taki lekarz to osoba mająca merytoryczną wiedzę i nadążająca za najnowocześniejszymi osiągnięciami medycyny. Najważniejszy jest jednak człowiek. Lekarz 2012 roku to lekarz prowadzący z pacjentem wywiad i badanie fizykalne. Ten styl stanowi podstawę do rozpoznania i ustalenia właściwej diagnozy.

2. Mówi Pani, że lekarz ma leczyć ciało i duszę. W jaki sposób?

- Każdy pacjent z dolegliwościami somatycznymi zazwyczaj zostawia coś w sobie, o czym nie mówi. Po dłuższej rozmowie z lekarzem - jeśli nabierze do niego zaufania - okazuje się, że jest w nim coś głębszego, co może być pośrednią przyczyną wielu jego schorzeń. Stąd też próba otwarcia się na pacjenta w szczerej rozmowie i wniknięcie w jego stan psychiczny daje w rezultacie ukierunkowanie na jego dolegliwości.

3. Czy wypowiedź tę można skonkretyzować przykładem?

- Oto sytuacja pacjentki, która zgłosiła się z podejrzeniem ciężkiej choroby układowej, a więc choroby zmierzającej do śmierci. Dolegliwości stawów, spadek masy ciała, brak możliwości regularnego snu, złe samopoczucie i rozdrażnienie. Pacjentka była diagnozowana. Leżała w wielu szpitalach. Trudno było ustalić przyczyny tak ważnych dolegliwości. Po dłuższej rozmowie z pacjentką okazało się, że przez wiele lat miała poważne kłopoty z mężem, z dziećmi. Była oskarżana przez rodzinę, że w relacji do niej zachowuje się nieodpowiednio, że nie pracuje, co nie było prawdą. Doszło do takiego stanu, że pacjentka wymagała leczenia psychicznego. Po wnikliwym przeprowadzeniu wywiadu i zastosowaniu delikatnych leków psychotropowych wszystkie objawy narządowe zaczęły ustępować.

4. W medycynie mówi się coraz częściej o tzw. wąskiej specjalizacji. Czy służy to całościowemu spojrzeniu na pacjenta?

- Wszystko ma swoje wady i zalety. Stworzenie wąskich specjalizacji daje możliwość zastosowania najnowocześniejszych osiągnięć medycznych z wykorzystaniem inżynierii genetycznej i ingerencji w najdrobniejszą ludzką komórkę. Taka ingerencja daje możliwość wyjścia z najtrudniejszych zdrowotnych sytuacji i znalezienia dla pacjenta optymalnego rozwiązania. Z drugiej jednak strony po usunięciu skutków jakiejś choroby istnieje jeszcze sprawa współistnienia innych chorób. Stąd też uważam, że nie można dobrze wyleczyć jednej choroby, jeżeli nie spojrzy się całościowo na pacjenta. Nie można wyleczyć u pacjenta stawu kolanowego czy biodrowego, jeśli nie spojrzy się na niego całościowa. Często biodro i kolano są efektem zupełnie innej dolegliwości.

5. Czy współczesna medycyna uczy takiego spojrzenia na człowieka?

- Nie zawsze i nie do końca. Wszystko zależy od nas samych. Jak sami chcemy uczyć się tej medycyny i gdzie zdobywamy pierwsze szlify. Obecnie dążymy do uzyskania jak najszybszej specjalizacji, aby móc pracować samodzielnie i zarabiać. Natomiast nie do końca zdajemy sobie sprawę, że w medycynie potrzebna jest jeszcze pokora. Lata pracy uczą tej pokory. Uświadamia nam ona, że tylko holistyczne podejście do pacjenta wskazuje drogę do sukcesu.

6. Pani jako lekarz spotyka się z różnymi pacjentami. Są pacjenci manifestujący swoje przywiązanie do wiary, inni sprawami wiary się nie przejmują, są obojętni, agnostycy. Która grupa z tych pacjentów jest najłatwiejsza do leczenia?

- Na przestrzeni wielu lat i zdobytego doświadczenia precyzują się pewne przemyślenia. Ludzie mający żywą wiarę potrafią zdecydowanie spokojniej przyjąć nawet najbardziej trudną diagnozę, mając nadzieję na nikły promyk wiodący do uzdrowienia. Tacy ludzie spokojnie przyjmują schemat leczenia. Ludzie wierzący powierzają lekarzy Bogu, który jest w stanie im błogosławić, a pacjentom przez lekarzy pomóc. Mają wiarę w miłosierdzie Boga. Ta wiara stanowi dla nich nadzieję, która ułatwia przejście przez najtrudniejsze chwile. Wiara mentalnie wpływa na pozytywne nastawienie pacjenta do znoszenia ciężaru choroby. Istnieją ludzie, dla których choroba jest pytaniem kierowanym do Boga: dlaczego ja?

7. I jak Pani wtedy reaguje?

- Staram się spokojnie rozmawiać i cierpliwie słuchać. Nie ukierunkowuję pacjenta na siłę na Boga ani nie siłuję się z nim odnośnie do leczenia. Spokojnie próbuję podprowadzać go do podjęcia decyzji o leczeniu. Z pacjentami należy rozmawiać. Obserwuję, że niewierzący lub obojętni przyjmują z wielkim trudem trudną diagnozę. Zdarzyło mi się, że pacjentka - po usłyszeniu diagnozy - targnęła się na własne życie. Inni zupełnie się w sobie zamykali i izolowali od świata, czekając na śmierć, zamiast podjąć leczenie.

8. Kto jest łatwiejszym pacjentem: kobieta czy mężczyzna?

- Dobre pytanie. Zdecydowanie odporniejsze są kobiety. Mężczyźni są trudnymi pacjentami. Kobiety chętniej uczestniczą w profilaktyce. Są bardziej otwarte na badania, a w trakcie rozpoznanej choroby łatwiej współpracują z lekarzem. Mężczyźni przychodzą do nas w momencie, kiedy jest wysokie stadium zaawansowania chorobowego. Najczęściej nie zwracają uwagi na najistotniejsze elementy wczesnego stadium choroby. Część mężczyzn zachowuje się hipochondrycznie, katar jest dla nich wielkim wyzwaniem. Mała dolegliwość często przeradza się w trudną domową atmosferę.

9. Rzeczywiście z powodu kataru można zaalarmować pół świata?

- W wydaniu mężczyzn można zaalarmować nawet cały świat.

10. Skąd biorą się takie dziecinne zachowania?

- Mężczyźni niejednokrotnie, jak dzieci, potrzebują opieki i zainteresowania. Jest to uwarunkowane hormonalnie. Estrogeny nadają kobiecie większą odporność. Natomiast mężczyźni są po prostu słabsi.

11. Służy Pani Doktor swoją wiedzą i dobrocią wielu zgromadzeniom zakonnym męskim, żeńskim i diecezjom. Jakie ma Pani doświadczenie na tej płaszczyźnie spotkania z chorymi?

- Przede wszystkim są to zwykli ludzie. Mają swoje niedoskonałości i wady. Są mniej lub bardziej odporni. Istnieją pewne stereotypy, jak chociażby ten, że siostry zakonne nie chodzą do ginekologa, bo się wstydzą i często nie wykonują mammografii. Z tymi stereotypami należy walczyć, gdyż schorzenia pojawiające się u nich są takie same jak u innych kobiet. Należy o tym mówić, gdyż z punktu widzenia zdrowotnego nie może to być temat tabu. Profilaktyka ma na celu zapobiec poważnym chorobom. Z pewnością jest to środowisko specyficzne. Bardziej zamknięte. Trzeba większej siły mediacyjnej, aby przekonać do konkretnego leczenia. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że są to mili i sympatyczni ludzie. Duchowieństwo potrafi docenić pracę lekarza. Gdy nabiorą przekonania, to świetnie współpracują z lekarzem. Są zdyscyplinowani. Niejednokrotnie o głębokiej duchowości i niezwykle utalentowani. Obcowanie z nimi staje się przyjemnością.

12. Czy wiara może mieć wpływ na medycynę?

- Lekarz wierzący patrzy nieco inaczej na pacjenta. Moja rodzina była rodziną wierzącą i praktykującą. Wiara pozwala spojrzeć na drugiego człowieka z miłością, a miłość widzi w człowieku cierpiącego bliźniego. Pracując w szpitalu, zawsze starałam się być przy śmierci pacjenta. Koledzy mówili, że na moim dyżurze nieuleczalnie chorzy pacjenci lubią umierać. Towarzyszyłam im do końca. Nie bałam się tego momentu. Jest grupa pacjentów, którzy wstydzą się poprosić księdza z Komunią i spowiedzią. W tej materii delikatna podpowiedź jest wskazana.

13. Słyszałem, że Pani Doktor leczyła nawet w powietrzu...

- Zdarzały się takie sytuacje. Kiedyś lecąc do Brazylii, musiałam szybko zadziałać. Pasażer źle się poczuł. Nagle stewardesa linii TAM zawołała, że potrzebny jest lekarz. Na moich oczach pacjent stracił przytomność. Rozpoczęłam reanimację. Skorzystałam z pokładowej apteczki. W swojej torebce miałam kilka podstawowych leków. Udało mi się reanimować chorego. Z tego faktu wszyscy byli zadowoleni, a załoga dała mi gratisowy, następny przelot do Brazylii i dodatkowe punkty, a także zegarek, który mam do dzisiaj. Była to nagroda materialna, a ja miałam satysfakcję, że uratowałam pacjenta. Nie musieliśmy dzięki temu zmieniać kierunku lotu. Druga sytuacja była podczas lotu do Frankfurtu. Pacjent zakrztusił się przy jedzeniu, a kęs trafił mu do dróg oskrzelowych. Ostra interwencja medyczna spowodowała, że zapaść zakończyła się właściwie. W powietrzu też trzeba być lekarzem. Poczucie bycia lekarzem musi człowiekowi towarzyszyć nieustannie. Nawet w stroju kąpielowym należy być gotowym do medycznej interwencji.

14. Zatem lekarz to zawód czy powołanie?

- Lekarzem trzeba być 24 godziny na dobę. Jest to więc powołanie. Jeżeli lekarz miałby być zawodem, to znaczy, że taki człowiek nie wie, o co w tej pracy do końca chodzi. Składając przysięgę Hipokratesa, należy sobie zdać sprawę z tego, że bycie lekarzem to bycie powołanym.

15. Czy zdarzyło się Pani, że ktoś naciskał, aby przysięgę Hipokratesa ominąć?

- Nie miałam takiej sytuacji. Zawsze prezentowałam swoje poglądy w sposób otwarty, jasny i zdecydowany. Nieraz odczuwałam, że jasne prezentowanie moich poglądów nie zyskuje uznania. Czułam, że tracę na tym. Czasami moja postawa nie była postawą oczekiwaną przez moich szefów. Mimo że nie pomagano mi, nie przejmowałam się tym. Ciężką pracą podążałam do przodu. Dało mi to ogromną satysfakcję. Dzisiaj mogę spokojnie spojrzeć w lustro i widzę swoją twarz. Mogę także spokojnie spojrzeć w oczy pacjentowi.

Lekarz z powołaniem
Źródło: Przewodnik Katolicki, 12 lutego 2012Zdjęcie: K. Badura
KONTAKT
Specjalistyczny Gabinet Reumatologiczno-Internistyczny

ul. Na Grządkach 14
30-421 Kraków



Copyright © 2019 Prof. nadzw. dr hab. Ewa Kucharska - Oficjalna strona internetowa. Wszelkie prawa zastrzeżone.